Blog - Świadectwa

Nowe narodzenie a nawrócenie z perspektywy osobistej.

Kieruje ten tekst przede wszystkim do wszystkich osób, które Bóg przyciągnął do siebie i nie wiedzą co dalej… być może nie dostali w kościele podstawowej nauki, nie mogą się w nim odnaleźć, zorientowali się już, że denominacyjne kościoły lub zbory nie są odpowiedzią na ich spotkanie z żywym Bogiem i że chodzenie na nabożeństwa raz w tygodniu, nie jest tym, czego Bóg dla nich pragnie i oni sami pragną.

Kieruję również ten tekst do braci i sióstr w wierze, by jeśli oczywiście zechcą, wzięli to, co tu piszę pod uwagę i rozważyli z Bogiem. Czy mogliby coś zmienić w swoich społecznościach, by móc przyjąć i wyposażać w wiedzę, takich ludzi jak chociażby ja byłam, by te osoby mogły świadomie i bezpiecznie wejść w nowe życie i na nową drogę życia z Bogiem. Stworzenie bezpiecznej, nieoceniającej i niewykluczającej przestrzeni Agape w kościołach jest niezbędne, by tacy ludzie mogli wzrastać i przynosić owoc dla Królestwa.

Moje osobiste spotkanie z Bogiem było punktem zwrotnym, granicznym, przełomowym i nadało sens mojemu istnieniu. Okazana mi została Łaska, Miłosierdzie, zostałam wyrwana z ciemności i uratowana, dane mi zostało m.in. nowe życie, ale nie przemieniło to natychmiastowo mojego życia na ziemi, serca i umysłu (duszy) i choćbym bardzo tego chciała, mój umysł pozostał w stanie niezmienionym, choć zszokowanym i zdezorientowanym !

Bóg w swoim miłosierdziu, łasce i mądrości, objawił mi bardzo wiele szczegółów, w tym ewangelię i Słowo, bym mogła to wszystko połączyć z czasem w całość, jednak dla kogoś, kto miał zerowe poznanie Boga z Biblii, wierzył m.in. w jakiegoś bliżej nieokreślonego Boga energię miłości i nawet nie wiedział, że potrzebuje zbawienia, było to dalej abstrakcją… moje myślenie było głęboko zakorzenione w naukach new age i nie tylko.

Jednak Bóg wiedział z czym się będę zmagać ! ale to czy wytrwam i co dalej z moją duszą, nie zależało już jedynie od Niego. On dał mi wolną wolę, w którą też nie wierzyłam, bo myślałam, że wszystko jest z góry zaplanowane. Po kilku latach zrozumiałam (przez objawienie), że Bóg dał mi obietnicę, złożył ofertę…jak Abrahamowi. Obietnicę zbawienia i wszystkiego co się z tym wiąże. Jednak jak na nią odpowiem zależało ode mnie !
Tylko jak można odpowiedź na zaproszenie jeśli się nie wie, że jest to zaproszenie, jeśli nie wie się jak trzeba na nie odpowiedzieć ? Nie miałam świadomości co leży po mojej stronie, nie miałam świadomości czym jest nowe narodzenie, a czym nawrócenie ! Myślałam że po tym spotkaniu z Bogiem jestem uratowana i to wystarczy.

To wszystko przyniosło z czasem oczywiście dobre owoce i nadal przynosi, jednak proces trwa już ponad 9 lat i jest dla mnie bardzo trudny i jest to delikatnie powiedziane. Ilość cierpienia jakiej doświadczyłam w tym czasie jest trudna do opisania. Nie dlatego, że Bóg wymaga ode mnie jakiś ponadludzkich wyczynów i trudów, lub że mnie karze, jak myślałam, lecz dlatego, że byłam pozostawiona kompletnie sama sobie bez praktycznego wsparcia ze strony braci w wierze i dlatego, że od dzieciństwa byłam zaangażowana w 'okultyzm’ (określam to dzisiaj tym jedynym terminem wg. Biblii). Wróg rościł sobie do mnie prawo i nie zamierzał mnie tak łatwo puścić.
To czego potrzebowałam, a czego nie wiedziałam, że nawet potrzebuję! ograniczało się do wprowadzenia mnie na drogę wiary i powinno trwać najwyżej kilka miesięcy. Tak naprawdę wystarczyła jedna osoba, duchowy mentor | ojciec | matka.. których szukałam ale nie znalazłam. Bóg mi świadkiem, że byłam prawie wszędzie ! włącznie ze spowiedzią z całego życia w kk – co oczywiście nic nie dało, bo nawet nie wiedziałam co to grzech i czym jest prawdziwa pokuta!, poddaniem się egzorcyzmom w kk, naukom w różnych kościołach, słuchaniem nauczań z całego świata i wiele więcej…
Oto podstawowe nauki o Chrystusie, oprócz oczywiście ewangelii.

Dlatego zostawmy podstawowe nauki o Chrystusie i przejdźmy do tego, co doskonałe, nie zakładając ponownie fundamentu, którym jest pokuta od martwych uczynków i wiara w Boga; Nauka o chrztach i nakładaniu rąk, o zmartwychwstaniu umarłych i sądzie wiecznym. Hbr 6:1-2

komentarz: Pokuta od martwych uczynków (por. Hbr 6,1) to fundamentalne nawrócenie: odwrócenie się od polegania na własnych zasługach, legalizmie czy grzesznym postępowaniu (uczynki ciała) i zwrócenie się ku Bogu. To początek chrześcijańskiej dojrzałości, odrzucenie działań nieprowadzących do zbawienia. 

Jednak nie dane mi było doświadczyć takiej prostej drogi i spotkać kogoś, kto pomógłby mojej duszy, w sposób o jakim ja nie miałam pojęcia. Bóg jednak wiedział i dziś wiem, że dlatego w tak potężny sposób objawił mi Siebie i Prawdę. Bez tego objawienia nie dałabym rady przez to wszystko przejść i być dzisiaj w tym miejscu. Poznałam Go w taki sposób, że wszystko co Nim nie jest, jest już dla mnie natychmiast rozpoznawalne. Nie umiem tego przekazać słowami, lecz ja po prostu wiem, bo Go poznałam w doświadczeniu. To dało mi rozeznanie i pewność, że wiem kogo szukam. Nie mam słów na okazanie wdzięczności, za to co zrobił dla mnie Bóg.
Pisząc o moich doświadczeniach w kościołach różnych denominacji, nie piszę tego z pretensjami, lecz raczej z troską o inne dusze.

Lud mój ginie, gdyż brak mu poznania; Oz 4:6

Niektórzy bracia i siostry zaoferowali mi wsparcie w wymiarze fizycznym, za co jestem wdzięczna. To jednak nie było tym, czego najbardziej potrzebowałam i szukałam, bo to nie rozwiązywało moich problemów w sposób trwały i nie było dopowiedzią jakiej odczekiwał ode mnie Bóg.

Moim problemem (otwarte drzwi dla nieprzyjaciela) była nieprzemieniona dusza i brak podstawowej nauki.
Pisząc o ’duszy’ mam na myśli biblijne zrozumienie duszy czyli umysł, emocje i wola.

W moim myśleniu miałam brak świadomości czym jest grzech i że w ogóle jest grzech, brak świadomości tego, że człowiek w ogóle potrzebuje Zbawiciela i że istnieje piekło. Do tego mówiono mi że Biblia to religia, że to przerobiona księga przez ludzi do manipulacji. To były warownie jakie miałam w swojej duszy. Ja w to wszystko nie wierzyłam! Myślałam, że to manipulacja religijna, a Bóg z kościoła jest karzącym Bogiem i lepiej się tam nie zbliżać. Pamietam jak Bóg mi powiedział „uznaj, że jestem Bogiem„. Zajęło mi kilka lat żeby w ogóle to zrozumieć, a bez zrozumienia (objawienia – czyli momentu „aha”) nie ma przyjęcia i wykonania. Tak jest w moim przypadku.

Od dzieciństwa wróg działał tak, bym była po jego stronie nie wiedząc o tym, by mnie zaangażować w spirytyzm, okultyzm, new age, ezoterykę, alternatywne metody leczenia itp. Wróg wie jakie masz powołanie nad swoim życiem ! Zaczęło się od wywoływania duchów na koloniach w wieku kilku lat.
Ale… nie to było prawdziwym powodem tego, że wróg mógł w taki sposób działać w moim życiu, oszukiwać moją duszę, niszczyć i odbierać mi życie. Prawdziwym powodem była trauma odrzucenia (w fazie płodowej), brak duchowej i emocjonalnej ochrony i wsparcia ze strony rodziców, które otworzyły nieprzyjacielowi drzwi do mojego życia. Moja fizyczna rodzina była bezbożna, nie znali Boga, choć oczywiście byłam chrzczona, miałam pierwszą komunię i na tym się skończyło. No bo taka „tradycja” !

Fizyczne zmagania z tą ziemską rzeczywistością po spotkaniu z Bogiem, która stawała się coraz trudniejsza były zarówno konsekwencją braku wiedzy i w rezultacie ’nawrócenia’. Wydawało mi się, że wszystko zmieniłam tylko, że teraz zamiast okultyzmu miałam chrześcijaństwo lecz dalej bez Boga. W chaosie informacyjnym jakiego doświadczyłam po zderzeniu z chrześcijaństwem nie umiałam odnaleźć jednej drogi, nie rozumiałam czemu jest jedna księga a tyle denominacji i jeden Bóg. Pytań bez odpowiedzi był ogrom, ale przede wszystkim nie rozumiałam „czemu Bóg mi to robi”.
Byłam też przekonana, że ja coś robię źle i w pewnym sensie miało to podstawę, ale nie rozumiałam co mam zrobić. Szybko za to pojawiły się korekty, że „nie ma potępienia dla tych co są w Chrystusie” więc czułam się jeszcze bardziej winna i że coś ze mną jest nie tak, skoro ja to wszystko przechodzę i moje zbawienie w zasadzie nie było już pewne. W kościele też doświadczyłam pytań „ale jak Bóg cię zbawił skoro nikt ci nie ogłosił ewangelii?” lub „nie możesz być napełniona duchem skoro nikt się o ciebie nie modlił i rąk na ciebie nie położył” – ja nie znałam na to odpowiedzi, ale te pytania zaczęły pracować we mnie na rzecz tego że nie ma już dla mnie ratunku i jestem zgubiona. Zaczęłam podważać swoje nowe narodzenie. Potem ktoś ze służby uwolnienia zapytał „czy ja oby na pewno oddałam życie Jezusowi ? „, kiedy ja codziennie kilka razy błagałam Boga żeby wziął moje życie i że mu je poddaje. Kwestionowanie mojego spotkania z Bogiem i zbawienia stało się przez jakiś czasu ulubioną zabawą wroga ze mną. To mnie dosłownie zabijało, a pytanie nie były zadane z troską moją o duszę lecz raczej ze wskazaniem, że nie mogę być pewna tego że jestem zbawiona.

Na jednej ze szkół której brałam udział – szkoły uwolnienia jedna z sióstr wraz z prowadzącym dyskutowali o ludziach wychodzących z okultyzmu mówiąc, że „oni zawsze kończą w cudzołóstwie” i „nigdy nie powinni usługiwać w kościele ani prowadzić służb, nie mówiąc o pastorstwie”. Niestety to właśnie usłyszałam i mam to nagrane. Nie będę mówić o tym jak się czułam, lecz chce powiedzieć ze jest to niezgodne z nauczaniem Biblii i pozostawię bez dalszych komentarzy. To nie powinno mieć miejsca i wyraziłam to jasno i napominam w tym miejscu wszystkich, którzy myślą i mówią w posobny sposób.
Trauma, za traumą, zastraszanie, odrzucenie, choroby, cierpienie emocjonalne i psychiczne stawało się dniem powszechnim, aż w końcu zaczęłam bać się Boga, bo wszystko wskazywało ze to On mnie karze. Z Nieba spadłam w piekło.
Nie znałam przeciwnika, bo w okultyzmie to były demoniczne energie, które się oczyszczało ! Potem zaczęłam się go bać, potwornie, bo w kościele jest masa nauczań o tym co on robi, ale nie daje się narzędzi jak realnie toczyć tą walkę. Nie wierzyłam w diabła osobowego, podobnie jak w Boga osobowego. Nie miałam pojęcia o walce duchowej i prawdziwym wyzwoleniu, więc przeciwnik miał naprawdę doskonały grunt, by działać, teraz już zupełnie jawnie, bo ja nie miałam nikogo kto realnie by mi towarzyszył i pomógł. Wołałam do Boga, ale jednocześnie sercem już byłam daleko od pierwszej miłości bo wpuściłam w nie lęk przed Nim.
Poza tym, miałam jakieś przekonanie, że skoro Bóg sam mi się objawił, to wszystko już się dokonało i On teraz wszystko zrobi ! bo ja nawet nie wiedziałam co miałabym zrobić sama.

I w tym miejscu od razu zaznaczę, iż nie grzeszyłam w jakiś oczywisty sposób, kiedy już zdałam sobie mglisto sprawę, że Bóg jest święty i co to może w ogóle znaczyć; poza początkową fazą ok. 2-3 lat, gdzie kompletnie nie byłam niczego świadoma, bo wydawało mi się że miłość wszystko wybacza i wszystko „po coś jest”. Jednak sam brak świadomego aktu woli nawrócenia (chodzi mi o serce, o to by ta decyzja była sercu potrzebna jest świadomość poprzez zrozumienie / objawienie) był w moim rozeznaniu i rozumieniu „otwartymi drzwiami” dla wroga, pomimo tego iż wydawało mi się, że przecież nie grzeszę i wszystko już usunęłam. Że wszystko w domu mam już chrześcijańskie. Usunęłam wszystko co było związane z okultyzmem, naprawiałam siebie, modliłam się oddając wszystkie grzeszne postawy Bogu i dużo więcej…
Nie miałam wcześniej świadomości grzechu, moje sumienie i serce były „twarde”, gdyż żyłam 47 lat w przekonaniu że mam „normalne” życie i przecież wszyscy tak mają, a to co robię jest częścią tego życia na ziemi. Zgłębianie tematu grzechu zajęło mi kilka lat i nadal temat ten jest dla mnie żywy ponieważ stanowi on podstawę całego dzieła krzyża i chrześcijaństwa, a w nurcie łaski prawie w ogóle nieistotny i pomijany. I oczywistym jest już teraz dla mnie, że do zbawienia i nowo-narodzenia wystarczy wiara (dana nam ponadnaturalnie od Boga), ale do usprawiedliwienia niezbędna jest pokuta ! Postawa serca i przemiana serca. A to jest proces !

Jeśli bowiem własnymi ustami wyznasz, że Jezus jest twoim Panem, i jeśli w sercu uwierzysz, że Bóg wskrzesił Go z martwych, zostaniesz zbawiony. Wiara w sercu prowadzi do uniewinnienia, a wyznanie jej ustami—do zbawienia. Pismo mówi przecież: „Każdy, kto Mu uwierzy, nie zawiedzie się”. Nie ważne jest więc, kto jest Żydem, a kto poganinem. Wszyscy bowiem mają tego samego Pana, który hojnie obdarza swoimi bogactwami tych, którzy Go wzywają. Każdy, kto wezwie Pana, będzie zbawiony.
Rz 10:9-13

Od czasu, kiedy doświadczyłam Boga, pragnęłam Go z całego serca, duszy i sił. Chciałam zrobić wszystko, by tylko spotkać Go ponownie i powrócić do tamtego doświadczenia i być z Nim w relacji (kompletnie tego nie rozumiałam, co to znaczy), ale nie rozumiałam dlaczego pomimo tego, że całe życie i czas poświęcam na szukanie Go, dzieje się coraz gorzej, moje życie zaczynało przypominać piekło, a nie raj. Aż w końcu… Bóg mnie wyrwał z tego letargu, w którym utknęłam w kolejnym poszukiwaniu odpowiedzi, czyli tym razem w tzw. ruchu łaski.

Dzielę się tym wszystkim, bo widzę jak bardzo kościół – w rozumieniu ciała Chrystusa, nie jest gotowy na włączenie i wsparcie nowych braci – ludzi wychodzących z ciemności… nie jest przygotowany i pragnę z całego serca, by ta sytuacja uległa jak najszybciej zmianie. Żeby nikt inny nie musiał przechodzić przez to piekło, o które zaczynałam już obwiniać Boga!

Pomimo tego, że we wrześniu 2016 roku zostało mi dane nowe życie i mój duch został zrodzony na nowo (o czym nie miałam wtedy pojęcia) przez suwerenne działanie Boga, moje życie fizyczne, otoczenie, ludzie, sposoby zachowania, myślenie nie uległy natychmiastowej przemianie. Przyznam szczerze, że wtedy liczyłam na to, iż raj miłości, pokoju, radości i mocy (dziś wiem, że to było Królestwo Boże) w jakim było mi dane chodzić po tej ziemi przez kilka miesięcy, będzie trwał do końca moich dni.
O naiwność !
O ileż bardziej owładnęła mną rozpacz, kiedy wszystko w moim życiu zaczęło przypominać zgliszcza i zmierzałam wprost w przeciwnym kierunku niż raj którego zaznałam. Byłam kompletnie zdezorientowana i wpadłam w samooskarżenie, poczucie winy, wręcz potępienie połączone z pustką i odrzuceniem. Tak dobrze znane mi odrzucenie nabrało wymiarów piekła. Cierpienie nabrało takiego wymiaru, że stało się fizycznie nie do zniesienia.

Od tamtej pory – spotkania z Bogiem – szukanie Go, rozumienie i poznawanie spraw Bożych i Jego Królestwa, chrześcijaństwa i Biblii zajmuje moje życie, serce i umysł całkowicie. Z racji tego, że nie miałam wcześniej (przed spotkaniem z Bogiem) żadnych podstaw wiary, znajomości teologii oraz nie znałam znaczenia słów używanych w chrześcijaństwie, musiałam sama wszystko zgłębiać i zrozumieć, by w ogóle móc z tym się utożsamić i przyjąć a przede wszystkim by stało się to praktycznie moim nowym życiem.

Potrzebowałam poznania i zrozumienia prawd biblijnych, które zostały mi objawione przez Ducha Świętego podczas mojego spotkania i wielomiesięcznego nasiąkania obecnością Boga, ale musiałam je ułożyć jak puzzle w całość i zacząć przemianę od zupełnych podstaw ponieważ nie wiedziałam nawet co oznaczają skróty literowe i liczby z Biblii. Nie widziałam nic, bo nigdy mnie to nie interesowało, nie dotyczyło i nikt mnie tego nie uczył. Słuchałam więc dniami i nocami nauczań z całego świata by w ogóle odnaleźć sens tego czego doświadczyłam i co mam dalej robić. Szukałam odpowiedzi ale również drogi…

By zrozumieć swoje własne doświadczenie, móc je przyjąć! (był dość długi czas kiedy zaczęłam nawet kwestionować swoje własne spotkanie z Bogiem bo w kościele powiedziano mi że diabeł też się przebiera za anioła światłości ! sugerując że być może spotkałam diabła) i w końcu się nawrócić… minęło ponad 8 lat zanim zrozumiałam, że ja się w ogóle nie nawróciłam, bo nie rozumiałam kompletnie co to znaczy i czym było to co robiłam przed spotkaniem z Bogiem ! Moje życie i ja byłam w coraz gorszym stanie, walka za walką, było dużo gorzej niż przed spotkaniem z Bogiem.

W tzw. nurcie łaski byłam przez jakiś czas; tam usłyszałam o ewangelii i dziele krzyża, czego nie słyszałam w kk ani u protestantów; tu jednak nic się nie mówi o pokucie, a wręcz odradza. Wroga i uwolnienie traktuje jak zwiedzenie i coś, co w zasadzie nie istnieje i nas nie dotyczy, więc była to idealna pożywka dla wroga, by mnie niszczyć dalej, ponieważ cały czas nie mogłam dojść do prawdziwej POKUTY ! czyli nawrócenia.

Kiedy po raz pierwszy doświadczyłam prawdziwej pokuty płakałam ze szczęścia za ten dar, że mogłam prawdziwie żałować i poczuć cała sobą Boży rodzaj smutku.

Do chrześcijaństwa „łaski” powrócę jeszcze w oddzielnym wpisie, bo mam to mocno na sercu i wierzę, że to Boże pragnienie, bym podzieliła się swoim doświadczeniem. Nie mam nic przeciwko braciom, wręcz przeciwnie, darze ich szacunkiem i miłością; doświadczyłam z ich strony dużo wsparcia, realnej pomocy fizycznej, jednak samo nauczanie sprawiło, że byłam w miejscu, gdzie wróg mógł bezkarnie działać, niszczyć mnie i moje życie, aż do chwili, kiedy sam Bóg mnie z tego nie wyciągnął !

Łaska jest tylko jednym z wielu aspektów chrześcijaństwa i natury samego Boga. Nie może się to ograniczać jedynie do nauk dzieła krzyża i zbawienia z łaski, bo jeśli człowiek utknie w tym miejscu po zrodzeniu na nowo, nie ma szansy się prawdziwie nawrócić i dojrzewać.

Dopiero rok temu, kiedy wołałam w rozpaczy do Boga (23.01.2025) Bóg dał mi werset z księgi Izajasza 48: 17-20, który był poprzedzony innymi objawieniami, aż w końcu zrozumiałam, że mam uciekać ! dosłownie uciekać z tego w czym tkwię… zrozumiałam, że moje spotkanie z Bogiem i nowe narodzenie to był jedynie początek i że jest dużo więcej z mojej strony do zrobienia, niż słuchanie nauczań, chodzenie do kościoła i bycie w otoczeniu ludzi, którzy nie wpływają realnie na mój wzrost i przemianę duszy. Chodzi o czyny, o życie, o codzienność, o sprawowanie zbawienia, o bojaźń Boża, o ludzi którzy giną.

Szczególnie mocno dotknął mojego serca werset Iz 48:20

„Wyjdź z Babilonu, uciekaj przed Chaldejczykami… Pan wybawił swego sługę.”

Zaczęłam szukać znaczenia „Babilonu” „Chaldejczyków” i zrozumiałam ! … w końcu ! Minęło 8 lat.

Moje życie przypominało wojnę, a ja byłam ofiarą zamiast zwycięzcą jak mi mówiono i twierdzono w nauczaniach, gdzie wskazywano na brak wiary, jako przyczynę wszelkich niepowodzeń.
Byłam zrozpaczona, chora, pokonana i zmierzałam wprost do otchłani… Czułam się oddzielona od Boga i opuszczona. Zawstydzona swoim stanem w odróżnieniu od reszty zadowolonych chrześcijan, którzy radośnie śpiewali, że w Bogu nie ma depresji i lęku, bo doskonała Miłość rozpaszą każdy lęk… wszystko to potępiało mnie coraz bardziej i bardziej. Do tego nauki, że nie można żyć według uczuć, że emocje są złe, że mam żyć w duchu, a nie w ciele. A ja codziennie pytałam Boga, ale JAK? Jak? Jak ? Mówiono mi – patrz na Chrystusa. A ja pytam – ale co to znaczy ? ale JAK ? Mówiono mi, nie skupiaj się na sobie, a ja czułam że umieram. Mówiono mi, oddaj to Bogu, a ja pytała, ale JAK ? itd. Dramat się pogłębiał. Rósł lęk, że jeśli się odłączę to zginę, bo jeden z pastorów kościoła łaski, zaserwował mi zdanie „Jak nie będziesz w kościele, to diabeł cię zniszczy”. Diabeł mnie niszczył bardziej w kościele, niż poza nim. Ilość ran, urazy i niewybaczenia jaka rosła w moim sercu mogłaby spokojnie starczyć kilku ludziom. Gdyby nie Duch Święty i moje pragnienie i rosnące zrozumienie czystości i świętości nie byłabym w stanie z tego wyjść.

Chodziłam do różnych kościołów i szukałam Boga, którego poznałam: zaczęłam od oczywistego, czyli kościoła katolickiego, potem duchowość ignacjańska, wspólnota charyzmatyczna, kościół protestancki, kościół zielonoświątkowy, potem tzw. „bezdenominacyjny”, następnie ruch łaski, ruch wiary, potem kościół wstawienniczy, słuchałam również nauczań kościoła baptystycznego ale nigdy do niego fizycznie nie doszłam i na tym zakończyłam. Oczywiście nie wspominam o nauczaniach z całego świata, które mówiąc szczerze wniosły najwięcej światła.
Najlepiej chyba czułam się w kk, ale dla ruchu łaski to legalizm i religia, mnie również nie o to chodzi, lecz nie potępiam ludzi będących w kk bo spotkałam tam ludzi nowonarodzonych i wypełnionych duchem !. Kocham ich jak innych braci.

Ja nie jestem na pewno zbawiona z uczynków, bo nic nie zrobiłam a doświadczyłam potężnego spotkania z żywym Bogiem więc nie trzeba mnie przekonywać, że uczynki nie prowadzą do zbawienia, nie uprawiam i nigdy nie uprawiałam też religii więc kościół katolicki raczej traktowałam jak miejsce spotkania z Bogiem.

Nie potrzebuję religii, nie potrzebuję legalizmu, miłej atmosfery, chce żyć i działać dla Boga i Jego Królestwa. Chce kochać ludzi jak on kocha ludzi, których nie dzieli według doktryn !

Najgorsze czego doświadczyłam było to, że w każdej denominacji mówiono źle o innej denominacji i wskazywano wyższość ich nauk and naukami innych. To zasmucało moje serce wszędzie gdzie tylko pojawiała się taka postawa.

Osobiście, chce tylko wypełnić Jego wolę, chce Go słyszeć, chodzić w Jego obecności i być Jego przyjacielem, dzieckiem i wszystkim tym do czego On mnie stworzył i powołał. Nie wiem która doktryna jest lepsza od innej ale wiem, że gdyby nie Jego Miłość i Łaska mnie już by tu nie było. Bóg nie kazał mi najpierw znać doktryny zanim mnie zrodził na nowo, Bóg mnie po prostu ukochał i przyjął !

Tak trudno jest kochać kogoś kto jest inny, kogoś kto nie pasuje do „obrazka”, a Jezus pokazał nam sobą, kiedy tutaj był, że to jest właśnie sens Jego nauk i życia. Włączać wykluczonych, leczyć chorych, uwalniać i podnosić złamanych na duchu.

Kościół bez miłości jest jak cymbał… i taki właśnie niestety w większości jest. Przykro mi to pisać, moje serce jest naprawdę rozdarte, bo szukałam rodziny i ludzi kochających bez względu na… nie pozwolę jednak, by moje serce się zamknęło, bo straciłabym sens istnienia. Po to żyję, by włączać a nie dzielić, by kochać a nie odrzucać, by być kiedy mam być i by pozwolić działać Jemu przeze mnie.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący 1 Kor 13:1

Mam dość systemów religijnych, religijnej fasady, hipokryzji, prześcigania się w podcastach, dbania o kamery, atmosferę, nagrania, teologię, ilość pustych krzeseł, moc, ilość uzdrowień i cudów, ilość „przyprowadzonych ludzi do Jezusa” pozostawionych potem sobie samym. A gdzie realne działanie i troskę o ginących ludzi ?

Można mówić o miłości, ale jej nie mieć, można głosić doktryny ale nimi nie żyć, można dobrze wyglądać, uśmiechać się i być miłym chrześcijaninem… ale serce ? chodzi o serce, o nic innego. Serce człowieka jest widoczne jeśli patrzysz na niego oczami ducha. Serce człowieka objawia się w czynie, bo słów można się wyuczyć i kontrolować, choć prędzej czy później „usta powiedzą z obfitości serca”.

MIŁOŚĆ PO PROSTU JEST, nie wymaga, nie nakazuje, nie ocenia, nie stawia warunków by jej doświadczyć. Miłość zaprasza, miłość nie manipuluje, miłość się nie boi obnażenia, ośmieszenia. Miłość jest zaproszeniem. Miłość jest początkiem drogi… z NIM.
MIŁOŚĆ PRZEMIENIA, ktoś kto doświadczył miłości Agape nie pozostanie nigdy taki sam, ona jest transformująca, ona jest przemieniająca sama w sobie. Człowiek będzie jej szukać kiedy poznał jej „smak”, będzie jej pragnąć bo tylko ona jest w stanie dać mu odpocznienie. Człowiek będzie pragnąć stać się nią, bo bez niej wszystko traci sens.

Nie jest moją rolą zmieniać oblicze kościoła, Jego głową jest Chrystus. Podzielam się sobą, swoim doświadczeniem i pragnieniem serca, by kościół był jak Chrystus… i pewnie kiedyś tak będzie, jak już zostanie przemieniony. Póki co żyjemy w realiach ziemi, która desperacko potrzebuje BOGA w praktycznym działaniu poprzez Jego Miłość i Sprawiedliwość. Pamiętajmy jednak o tym, że nawet ktoś taki jak ja jest cześcią ciała i nawet jeśli nie pasuje do reszty nie można go wykluczyć, pominąć i zapomnieć, bo ja istnieje podobnie jak miliony innych komórek tego organizmu, który jest żywy i składa się z różnorodnych organów, które docelowo mają stanowić jedno zgrane doskonałe ciało Chrystusa.

Obecnie nie jestem w żadnym kościele (instytucji czy zborze) poza jedną grupą online; biorę udział w szkoleniach w Polsce i na świecie. Ja jestem kościołem ! chodzącą, działającą, czującą komórką ciała Chrystusa. Ja jestem w Nim, a On we mnie ! Nie znalazła swojego miejsca, bo może nie jest to moja rola, wciąż pytam mojego Stwórcę o moje miejsce w Jego ciele.

Poznałam wiele oblicz chrześcijaństwa, ale nie spotkałam nigdzie nikogo, kto realnie poprowadziłby mnie do Boga, którego poznałam i wprowadził na ścieżkę wiary. Namacalną obecność Boga i Jego działanie doświadczyłam na modlitwach wstawienniczych w katolickiej wspólnocie charyzmatycznej i to było na tyle.

Byłam nawet ochrzczona w 2021 roku w dużym kościele protestanckim, ale wciąż nie nawrócona ! bo ja nawet nie wiedziałam, że muszę się nawrócić (tak naprawdę nie wiedziałam od czego). Cały czas czułam w sercu niepokoju. Nikt mi tego nie wyjaśnił i nie powiedział z czym to się wiąże praktycznie.

Miałam i wciąż mam, dzięki Bogu! w sobie Ducha Świętego, który mnie w tym prowadził i tylko dzięki Niemu dzisiaj mogę to wszystko napisać i tutaj jeszcze być. Nie będę pisać jak dramatyczna toczyła się walka o moją duszę w tym miejscu, ale proszę mi wierzyć że chrześcijaństwo to nie kazania w kościele i spotkania przy kawie w społeczności. To sprawa życia lub śmierci. I dla mnie dzisiaj, chrześcijaństwo oznacza tylko to ! Albo życie albo śmierć. Świadomy wybór dokonywany każdego dnia na nowo. Bóg jest miłością, ale jest też sprawiedliwością. Dla Boga dusza ma znaczenie i o duszę toczy się walka !

Bogu dziękuje, za daną mi łaskę i życie, jednak walka jaka toczyła się o mój umysł i duszę nauczyła mnie, że nie ma nic ważniejszego w ciele Chrystusa niż posługiwanie Miłością i Prawdą ludziom, których Bóg wybiera i których Bóg powołuje. Nowe narodzenie może istnieć bez nawrócenia. Nawrócenie nie może się odbyć bez nowego narodzenia. Co jeśli osoba się nie nawróci ? a jest nowonarodzona. To jest temat bardzo obszerny i dotyka kwestii uświęcenia duszy i wykonania powołania. Kiedyś do niego wrócę.

Musiałam przejść przez przemianę myślenia (nie ma tutaj końca), moja dusza wciąż się doskonali i będzie póki nie stanie się doskonała.
Słyszałam to słowo wielokrotnie – metanoia – ale mówiono mi – czytaj Biblię. A ja nie mogłam… nie byłam w stanie. Czułam wstyd i zażenowanie. Nikt nie spytał mnie nigdy w co ja wierzę, co wiem, jak mi pomóc, z czego wychodzę i czy mam podstawy, nikt nie ogłosił mi nigdy w kościele ewangelii ! A jak już zrozumiałam że tu chodzi o ewangelię i o to prosiłam, to mówiono że przecież wiem. A ja chciałam usłyszeć od starszego brata w wierze, że mnie to dotyczy, że Jezus za mnie umarł… co innego jest kiedy usłyszysz od brata skierowane do ciebie słowo, tym bardziej, że zmagałam się od dzieciństwa z odrzuceniem i nie ukrywałam tego.

Nikt w kościele | ciele Chrystusa, a byłam w wielu, włącznie z grupami online, nie powiedział mi o tym, o czym tutaj dzisiaj piszę, więc wierzę, że może być to pomocne dla innych ludzi, którzy mogą uniknąć przez to wielu przykrych sytuacji. Uważam to za wielkie nieporozumienie, że nie ma miejsca w ciele Chrystusa, gdzie takie osoby jaką byłam ja, a będzie ich coraz więcej, nie mają bezpiecznego miejsca, gdzie mogą zostać włączane do społeczności i edukowane w podstawach wiary. W zamian za to często wysyła się często te osoby do różnych specjalistów, psychologa, nakazuje czytanie Biblii (kiedy ta osoba nie jest w stanie) lub poucza wersetami. Wszystko to może oczywiście być dodatkowo pomocne, ale nie kiedy osoba ta przychodzi do kościoła i jest kompletnie nieświadoma co się wydarzyło i jaka jest podstawowa nauka Biblii o nawróceniu.

Słowo „WSZYSTKO STARE PRZEMINĘŁO I WSZYSTKO STAŁO SIĘ NOWE” stanowi odpowiedź na to jak dalej żyć, szczególnie jeśli próbuje się powiedzieć o przeszłości w kościele. A często nie potrzeba nic więcej oprócz… bycia i okazania miłości bezwarunkowej… w milczeniu, towarzyszeniu, dopóki ta osoba nie zaufa i nie otworzy się na dalszą drogę. Jako chrześcijanie to nie my – osoby – leczymy dusze czy ciała innych ludzi, my jesteśmy Jego naczyniami, to przez nas przepływa Jego Duch który tą posługę wykonuje. My jedynie mamy być i pozwolić Jemu działać przez nas. To nie my wykonujemy jakąś pracę, lecz ON jego Miłość.

Nie twierdzę, że kościoły są niepotrzebne, złe i jest w nich coś niewłaściwego, stwierdzam jedynie, po własnych doświadczeniach, że nie ma tam miejsca dla ludzi (ja nie spotkałam w tych w których byłam) nawracających się z tzw. „świata”, kompletnie niezaznajomionych z chrześcijaństwem, nie znających języka chrześcijańskiego i podstawowych pojęć. Nie ma służby, odpowiedniego wsparcia i kogoś kto z empatią i miłosierdziem (duszpasterzy) wprowadziłby takie osoby w podstawowe nauki i dał zdrowe fundamenty wiary i zrozumienia życia z Bogiem.

Nie piszę tego z wyrzutem, lecz z troską o dusze, które zostawione sobie same błądzą… realia na dzisiaj są takie, że nie znalazłam takiego miejsca w wielkim mieście i szeroko pojętym „kościele” – różne denominacje – gdzie osoba wychodząca np. z okultyzmu może wzrastać i zacząć się gruntować w zdrowej nauce. Szczególnie, że osoba taka zwykle powinna tez przejść przez uwolnienie, by w ogóle móc zacząć czytać Słowo Boże. Pozostawienie tych osób samych sobie jest daleko idącym zaniedbaniem i Bogu dziękuje za to, że był ze mną cały czas w tym bardzo trudnym czasie zderzenia się z czymś o czym nie miałam pojęcia i bycia samej w chrześcijańskim świecie, który pomimo dobrych chęci, nie był w stanie w żaden praktyczny sposób naprowadzić mnie na właściwą drogę wiary.

PODSUMOWUJĄC:

Nowe narodzenie jest natychmiastowe i zachodzi w duchu, gdy ktoś przyjmuje Jezusa, podczas gdy nawrócenie jest procesem, który zachodzi w duszy poprzez przemianę umysłu, emocji i wolnej woli zgodnie z Biblią.”

W tym miejscu dodam osobisty komentarz do stwierdzenia: „przyjmuje Jezusa”, co dla mnie nie oznacza, że ktoś decyzją własnej woli i w pełni świadomie Go wyzna, lecz np. tak jak w moim przypadku Bóg suwerennie cię zrodzi na nowo doprowadzając cię (On to zrobi) wcześniej do miejsca, gdzie sam z siebie, nawet w nieświadomości uznasz, że potrzebujesz Boga (możesz Go nazywać 'siła wyższą’), bo doszedłeś do kresu swoich własnych możliwości – tak było w moim przypadku, choć kompletnie nie wierzyłam w Jezusa i Boga. Samo spotkanie z Nim i Jego łaska to dar od Niego, a nie z woli człowieka. Tylko Bóg może objawić siebie samego i nie dzieje się to z woli człowieka, lecz Jego Woli.

Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. J 6:44

Nawrócenie to świadoma decyzja człowieka o odwróceniu się od grzechu i zwróceniu ku Bogu (akt woli), natomiast nowe narodzenie to duchowa, wewnętrzna przemiana dokonana przez Ducha Świętego, dająca początek nowego życia. Nawrócenie jest ludzką odpowiedzią, a nowe narodzenie jest Bożym dziełem.

Moje nowe narodzenie dokonało się w 2016 roku, natomiast świadome nawrócenie w 2025 roku. I choć przez te wszystkie lata modliłam się, że chce iść z Bogiem i za Bogiem, nie wiedziałam jak ! Robiłam „chrześcijańskie rzeczy”, słuchałam „chrześcijańskich nauczań”, miałam zrywy czytanie Biblii, studiowania na uczelni i na kursach, to byłam coraz dalej i dalej od Boga. Wiedziałam to, czułam to i widziałam stopniowy rozpad. To był bardzo długi bolesny proces, który jak wierzę nie jest zakończony, ale dzisiaj jestem w stanie to ułożyć w całość by napisać chociażby ten tekst.

Więcej o samym nawróceniu będę jeszcze pisać, bo sama szukając książek w tym temacie trafiłam tylko na jedną publikację, natomiast kwestia duszy pozostaje w kościele niezbadana i w moim doświadczeniu wręcz umniejszana. Duszę traktuje się jako zupełnie zbędną i wręcz przeszkadzającą w tzw. „chodzeniu w duchu”, co jest zaprzeczeniem nauk Jezusa i samego stworzenia człowieka, który został stworzony na obraz i podobieństwo Boga trójjedynego. Człowiek podobnie jak Bóg posiada duszę ! Duszę posiadał również Jezus. odrzucanie więc duszy i ciała wywodzi się wprost z nauk gnozy. Ale o tym kiedy indziej…

Błogosławię ! Niech Pan rozświetla nasze serca i umysły swoim poznaniem i mądrością.

Teraz kiedy się już to wszystko napisało, ujawniło i „przetrawiło” czuję ulgę, bo zrozumiałam jak wielce błędnym było poszukiwania Boga w kościele ! jak wielkim błędem było poszukiwanie rodziny duchowej i jak wielkim błędem było poleganie na doświadczeniu innych braci. ON chce żeby szukać Jego ale nie na zewnątrz, nie w kościele, nie w innych. Kiedy zostałeś zrodzony na nowo, On jest w Tobie !

„Królestwo Boga nie przyjdzie w sposób zauważalny. Nie będą też mogli powiedzieć: Oto tu, albo Oto, tam, bo królestwo Boga jest w was Łk 17:20

Wystarczyło zasiać we mnie niewiarę, wątpliwości i lęk.. bo gleba mego serca nie była ugruntowana. Nie miałam zdrowej podstawowej nauki.
Wnioski są oczywiste… jednak jedno jest pewno, nikt nie powinien być z tym sam !

Jeśli zmagasz się z podobną sytuacją, to napisz do mnie.

ps

W przygotowaniu jest również moje opracowanie na temat, o którym dzisiaj tu piszę, a które będzie zawierało więcej Słowa Bożego i obszerniej wyczerpuje temat.

Zdaję sobie sprawę, że zawarłam tu sporo treści i może się to wydawać niepotrzebne, ja jednak wierzę, że nawet taki tekst Bóg może użyć, by kogoś uratować.

Spread the love

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *