W życiu chrześcijańskim nie chodzi o to, by korzystać notorycznie z modlitw wstawienniczych, słuchać nauczań i jeździć na namaszczone konferencje, lecz o to, by nawiązać bezpośrednią intymną relację z Bogiem i wypełniać Jego Wolę będąc mu posłusznym.
Po to m.in. Jezus za nas umierał, by przywrócić nas do RELACJI, a nie do korzystania z usług innych ludzi, którzy sami często tej relacji nie posiadają. Jeśli sprowadzimy Boga do posługi uzdrowienia, uwolnienia i zaopatrzenia, to nie robimy nic innego niż robią to w New Age.
Jeśli nie opiera się to na naszej intymnej relacji z Nim to się nie nawróciliśmy i błądzimy.
Zamiast skupiać się na darach, całą uwagę lepiej skierować na to, jak nawiązać z Nim relację i w nią wejść całym sobą, a nie w razie potrzeby jak się dzieje coś źle.
Nie można życia oddać Jezusowi w połowie, albo wtedy kiedy potrzebujemy Jego pomocy. Albo je oddajesz, albo się oszukujesz i przy okazji Jego.



