Zanim zostałam zbawiona w 2016 r., malowałam przez wiele lat obrazy i rysunki w kole, nazywano je mandalami, choć nie miałam żadnego związku z buddyzmem, jednak przyjęło się tak określać rysunku w kole.
Były to rysunki które zaczęłam spontanicznie malować w wieku ponad 20 lat (będąc już wtedy w okultyzmie), najpierw dla siebie, potem dla ludzi. Niestety realizowałam zamówienia na te rysunki jako na tzw. „obrazy energetyczne” „talizmany”, które miały coś wnieść do życia tych osób zgodnie z ich intencją lub z tym co ja odbierałam.
Niestety nie byłam świadoma pochodzenia tej sztuki i dzisiaj wiem, że nie pochodziła ona od Boga. Były to obrazy, które odbierałam w sposób ponadnaturalny, jednak ich intencje i pochodzenie nie były święte i nie miały nic wspólnego z Bogiem i w ogóle do Niego nie kierowały. Umacniały za to stan naszej upadłej natury poszukującej szczęścia w świecie i samorealizacji.
Pokutowałam z tego przed Bogiem i jeśli ktokolwiek z osób, którym malowałam takie rysunki kiedykolwiek przeczyta ten wpis, to proszę przyjmij moje przeprosiny i jeśli jeszcze go posiadasz, wyrzuć go do śmieci i skontaktuj się ze mną ! Chce ci pomóc odnaleźć prawdziwego Boga (jeśli jeszcze Go nie znasz), który żyje i który tak jak mnie, pragnie cię zbawić (uratować, dać życie wieczne już teraz a nie po śmierci) i mieć z Tobą relację.
Kiedy miałam osobiste spotkanie z Bogiem, otrzymałam od Niego bardzo wyraźnie zdanie:
SZTUKA JEST NARZĘDZIEM BOGA.

Wtedy tego nie rozumiałam, jednak dzisiaj po 9 latach, kiedy się nawróciłam i kiedy przez te wszystkie lata Bóg pokazywał mi i uczył czym to było, uwalniał mnie i oczyszczał moje serce, doskonale rozumiem sens i przekaz tego zdania.
Przez te wszystkie lata, również nie byłam w stanie malować, ponieważ nie miałam odwagi i chciałam mieć absolutną pewność, że jak wezmę pędzel i płótno, to to co na nim powstanie będzie z inspiracji Ducha Świętego !
I w końcu wczoraj nadszedł ten dzień… kiedy mogę malować…. dla Boga, za co jestem niezmiernie wdzięczna !. Nawet trudno mi określić słowami wolność i radość jaką czuję, w przede wszystkim wdzięczność za to, iż dzisiaj mogę być po tej stronie, po której powinnam być od zawsze, czyli po stronie BOGA i Jemu służyć. Nie było to jednak możliwe bez Jego interwencji i spotkania z Nim. Jedynie On mógł mnie uwolnić i wyrwać z tej ciemności, w której tkwiłam wierząc że czynię „dobro”.
Dzisiaj namalowałam drugi obraz „Be still and know that I am God” Ps 46:10. Jest on zarówno dla mnie jak i dla innych zachęta, by nie zapominać o tym jak ważna jest osobista relacji z Bogiem, która nie może zaistnieć jeśli nie spędzamy z Nim czasu w ciszy, poddając się Jemu i czekając na Niego.
W Biblii nazywane jest to „miejscem ukrytym”, „komorą”, również „stillness”, „soaking”. Nie są to równoznaczne pojęcia, jednak chodzi o czas z Panem, sam na sam, w ciszy, w oddzieleniu.
Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie (Mateusz 6:6).
Sztuka ma służyć Bogu w uwielbieniu, proroczej posłudze, szerzeniu Jego Królestwa tutaj na ziemi.
Jego sztuka, to obraz pokonujący barierę umysłu i logicznego przekazu słownego, który trafia prosto do serc odbiorców. Obraz znaczy więcej niż tysiące słów dlatego jest to tak cenne narzędzie dla Boga.
Bóg najlepiej wie w jaki sposób ma użyć obrazu i dla kogo. Ja jestem tylko jego narzędziem.
Dziękuje Bogu za ten dar i Jego Łaskę i przywilej służenia Jemu w taki sposób.
Dla chętnych dodatkowo artykuł o modlitwie w komorze

