Dzisiaj chciałam zacząć post. Miałam silne postanowienie zaczęłam pisać w dzienniku prawdę. Prawda wyglądała tak, że kompletnie nie chciałam postu, czułam zamieszanie. Czułam że to jest kolejna chrześcijańska powinność, którą sobie narzucam. jeszcze wczoraj wołałam do Boga, że chce dla Niego pościć żeby Go słyszeć i żebym odczuwałam Jego Obecność, a dzisiaj stałam w swojej prawdzie, że jestem na to kompletnie niegotowa i że będzie to kolejny uczynek, by zmusić Boga do zrobienia tego czego ja chcę, czyli żebym w końcu poczuła się dobrze i usłyszałam Go tak jak kiedyś.
Postanowiłam być szczera i prawdziwa, napisać dokładnie to co czuję i z czym jestem, bo przez ostatnie lata udawałam, że jestem doskonałą chrześcijanką. Chciałam być jak inni doskonali chrześcijanie z social mediów.
A tymczasem w swojej szczerości stwierdziłam przed Bogiem, że ja po prostu odrzuciłam siebie z lęku przed odrzuceniem przez Boga.
Nie mam problemu z niezjedzeniem kiedy jestem spokojna, za to mam ogromny problem z jedzeniem kiedy odczuwam lęk. Lęk odczuwałam notorycznie od ponad 8 lat. Nie wiedziałam że jest to walka duchowa, nic nie wiedziałam kiedy to wszystko się zaczęło… czyli moja droga nawrócenia.
Jeśli dzisiaj zaczęłabym post z pobudek o jakich myślałam, że mam i są właściwe skończyłoby się to kolejnym niepowodzeniem i pogłębieniem poczucia winy i wstydu. Więc to, co wydawałoby się dobre i co robią inni chrześcijanie, których służby obserwuje w mediach, skończyłoby się dla mnie tragicznie. Pokusa była ogromna, nagroda wydawała się być wszystkim czego potrzebuję. Jednak przyszło opamiętanie !
Idą dalej, napisze, że to przeciwnik namawiał mnie do postu i prawie uwierzyłam w jego narrację. Że dzięki temu, pokonam cielesność i w końcu usłyszę Boga i poczuję się dobrze bo bez Jego głosu nie wiem co robić i czuję się odrzucona. To jest prawda ! Nie to że dam radę zrobić post i prawie uwierzyłam, że mam właściwą postawę serca.
Pragnę Boga najbardziej ze wszystkiego, ale moje pragnienie nie jest czyste. Ma egoistyczny motyw. Poczuć ulgę, prowadzenie, wykonywać wszystko to co do mnie mówi i poczuć się dobrze że nie muszę już się bać odrzucenia. Nie wierzę w to, że Bóg mnie nie odrzucił. Nie wierzę w Jego obecność dlatego tak desperacko Go szukam. Niewiara ! to nie jest właściwy motyw serca do nazwania tego co chciałam zrobić „postem dla Boga”. To próba wymuszenia i oczekiwanie ze a nóż się uda że znowu poczuje Jego Obecność. To nie szukanie Boga dla Boga, lecz dla siebie. Taka jest cała prawda dzisiaj o moim sercu.

