Nawrócenie i nowe narodzenie - Sztuka Boga - Sztuka duchowa

Pokutuj | gr. metanoeo

Dzisiaj namalowałam po bardzo długiej przerwie obraz, rozświetlonego serca przez pokutę. Pokuta powoduje przemianę naszego serca i myślenia. Dzięki niej, tak naprawdę następuje proces uświęcenia. To nie jest jednorazowy akt, to codzienna praktyka na drodze z Bogiem. Pokuta to proces, który pozwala na ciągły wzrost i dojrzewanie duchowe. Jest kluczowa dla otrzymania przebaczenia i odnowienia relacji z Bogiem. 

Wydajcie więc owoce godne pokuty. Mt 3:8

Miałam katolicki religijny obraz pokuty, pomimo tego że slyszałam, iż chodzi o przemianę umysłu, to nie było to dla mnie jasne i kojarzyło mi się głównie ze skruchą i żalem i emocjami. A jest to tak naprawdę akt woli, płynący głęboko z serca, który pociąga za sobą owoce pokuty, czyli zmianę myślenia i postępowania. To nie tylko uczucie, ale przede wszystkim decyzja o zmianie swojego życia, nawyków i relacji z Bogiem oraz innymi ludźmi.

Pokuta jest warunkiem otrzymania przebaczenia od Boga i uwolnienia się od konsekwencji grzechu.

Jeśli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jest wierny i sprawiedliwy, aby nam przebaczyć grzechy i oczyścić nas z wszelkiej nieprawości.
1 Jana 1:9

Mój proces nawrócenia zaczynam od samego początku. Po 9 latach spotkania z Bogiem w końcu zrozumiałam czym jest nawrócenie. Zgubiło mnie myślenie, że skoro tak potężnie doświadczyłam Boga i zostałam zrodzona na nowo, to już jakoś samo będzie się teraz to dziać. Nie wzięłam odpowiedzialności za swoją drogę z Bogiem, bo uznałam że to wszystko już się dokonało, czego nauki w tzw. ruchu „łaski” okazały się potwierdzeniem mojej błędnej filozofii i tkwiłam tak w nieświadomości tego, że w ogóle się nie nawróciłam.

Pierwszym jego warunkiem koniecznym jest pokuta (metanoia). Jestem w miejscu gdzie zrozumiałam, że moim problemem była wciąż cielesność, m.in. poprzez słuchanie niewłaściwych nauczyczań, przebywania w kościołach bez realnej obecności Boga. Nie pokutowałam prawdziwie z cielesności, bo nie była też ona dla mnie jasna i nie miałam świadomości czym to w ogóle jest. Wiedziałam czym jest grzech bo to jest dużo łatwiej rozpoznać, ale cielesność wciąż odkrywam i widzę jak bardzo jest „podstępna”. Nie wiedziałam czym jest nawrócenie, bo wydawało mi się że przecież wszystko się już dokonało, a teraz to już tylko życie chrześcijańskie, tylko właśnie nie rozumiałam czym ono jest.

Zdaję sobie sprawę, że może zajęło mi to tyle lat ponieważ nie natrafiłam na nikogo, kto by mi to wszystko wytłumaczył, poprowadził mnie. Nikt w kościele nie ogłosił mi nawet ewangelii, nie wspominając o upewnieniu się w jakim miejscu nawrócenia w ogóle jestem, a okazało się że miałam głowę pełną teologii pomieszaną z kłamstwami new age i byłam w ogóle nienawrócona, zbawiona, nowonarodzona ale żyjąca cieleśnie, o co przeciwnik bardzo się postarał bym tkwiła w tym coraz bardziej i bardziej.

Więc w bardzo trudnych okolicznościach, przez te wszystkie lata próbowałam zrozumieć co właściwie się wydarzyło, kim jest Bóg którego spotkałam, co mam robić by do Niego wrócić, ponieważ straciłam z Nim po drodze relację i nie czułam Jego obecności. Przestałam słyszeć, byłam zrozpaczona. Im bardziej byłam zrozpaczona brakiem obecności Boga, tym bardziej czułam się potępiona, aż w końcu zaczęłam mieć żal do Boga i zakorzeniła się w moim sercu uraza do Niego i lęk przed Nim. Bałam się Go i jednocześnie pragnęłam Jego obecności.

Moja droga nawrócenia wiodła przez wiele kościołów, denominacji i tak naprawdę religii. Pomimo tego, iż niektóre z nich się nią nie mianują, to w rzeczywistości są religią i nakładają na człowieka jarzmo; nie poruszają się w duchu i mocy Bożej. W nurcie chrześcijańskim tzw. „łaski” w zasadzie w ogóle nie mówi się już o grzechu i pokucie, bo uznaje że wszystko jest już dokonane i nie ma zrozumienia, że jest to codzienna droga z Bogiem, a wręcz się odradza bo bazuje się na przekonaniu, że Jezus już wszystko zrobił, teraz tylko przemiana umysłu przez Słowo Boże i jest dobrze. Kolejne zamieszanie i przeszkoda na mojej drodze nawrócenia. Brzmiało pięknie, lekko i radośnie, jednak moja sytuacja się pogarszała z dnia na dzień i czułam się coraz gorzej. W końcu Bóg mnie i z tego wyrwał i powiedział, ze to nie jest dla mnie droga. Oczywiście mówi się w ruchu „łaski”, że mamy nie grzeszyć, jednak nie spotkałam nauczania o pokucie jako akcie przemiany umysłu, w zamian mówi się o czytaniu Biblii i objawieniu, które przemienia.

Dla kogoś takiego jak jam był to stracony czas i kolejne zamieszanie w głowie, nie prowadzące mnie do Boga, choć paradoksalnie kładzie się tam nacisk na „dzieło krzyża” i wskazuje na Jezusa. Wszystko dobrze, tylko że osoba która zostaje przez Boga wyrwana ze świata po 50 lat życia w grzechu nie ma pojęcia od czego w ogóle zacząć ! I to było najgorsze we wszystkich tych miejscach, nikt nie zatroszczył się o to, by zapytać chociażby gdzie jestem na mojej drodze z Bogiem, w zamian dając mi rady i porady i przekonując do swoich wersji teologicznych. Ja wiedziałam że nie jestem we właściwym miejscu po tym co się działo ze mną i zdawałam sobie sprawę, że jestem po prostu zgubiona, tylko że tym razem zgubiona w chrześcijaństwie.

Piszę o tym ponieważ najważniejsze jest to, żeby być we właściwym miejscu gdzie wszystko ma swój porządek i zostaniesz poprowadzony zgodnie z tym w jakim ty jesteś miejscu, a nie zgodnie z czyjąś wizją na ciebie bez względu na to co dzieje się w twoim sercu i życiu.

Nie spotkałam nikogo przez te wszystkie lata, kto doświadczył Boga w taki sposób jak ja. Za to kiedy zaczęłam Go szukać, Bóg powoli stawał się trójwymiarowy zamiast transcendentny, bo chociażby w protestantyzmie chodzenie w duchu ogranicza się do czytania Biblii i nie doświadcza się tam żywej realnej obecności Boga, co jest samo w sobie ponadnaturalne.

Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże. Pokutujcie i wierzcie ewangelii.
Mk 1:15

Obraz:
Akryl, canvas board 35,6 x 45,7 cm

dodatkowo można przeczytać artykuł „A gdzie podziała się pokuta

Spread the love

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *